Kończę

•November 24, 2009 • 5 Comments

To będzie jedna z ostatnich notek na tym blogu. Kiedyś myślałem, że będę prowadzić bloga tak cholernie długo, że zbiorę masę czytelników (chociaż ostatnio ich przybyło, cholera wie skąd się wzięli ale bombardują mi pocztę…). Ale dzisiaj nie o nich…

Continue reading ‘Kończę’

19 listopada

•November 19, 2009 • 8 Comments

To nie jest dzień jak co dzień.

Koniec.

Wyjaśnienie

•November 8, 2009 • Leave a Comment

Dobra miala byc notka… ale sie nie pojawiła? Dlaczego? poprzednia notka (update dla ani) jest dość popularna, wiec doszedlem do wniosku, ze kolejną opublikuje jak sie troche uspokoi.

Przeszło mi tez przez myśl zeby w koncu przestać pisać – wiem ze byście tego umysłowo nie wytrzymali – ale tak sobie pomyslalem,  ze to by bylo zajebiste zamknąć bloga notką – która powoduje takie zamieszanie. W koncu nie wazne jak sie zaczyna, ale jak sie konczy…

Nie wiem, pomyslimy. Aha, Wyłączyłem juz moderacje komentarzy. Byla wlaczona bo balem sie ze napiszecie cos durnego – zawiadlem sie na was bo nic takiego nie napisaliscie. Wiec znow panuje tu swa wola. Mozecie pisac co chcecie, i tak mam to w dupie.

Zemsta

•November 1, 2009 • 1 Comment

Notke wam jutro drogie baranki boże napiszę – jutro albo za dwa dni właściwie – zobaczy się jak to będzie ze statystykami:) a uprzedzam, bo dość ważna ona będzie. O uczuciu które pewnie wielu z was doświadczyło – jednakże źle interpretowało:)

Tak sie zastanawiam… poprzednia notka zasługuje na szczególne miejsce na blogu – nie pytam was o pomoc co z tym fantem zrobić bo wiem  że i tak nie będziecie wiedzieć:) Sam sobie muszę ją jakoś wyszczególnić.
Powiedzcie mi tylko jeszcze, dlaczego potraficie drzeć ryje kiedy nie trzeba, a jak coś ważnego się tu pojawia to takie z was chojraki ze nikogo na komentarz nie stać? Wyjątkiem jest rafał który drze się kiedy nie trzeba, ale jednak coś napisał.

ok nieważne, rozpisałem sie jak głupi. Mialo być krotko i zwięźle a wyszlo jak zawsze – czekajcie na notke. Pa

O IDEALNEJ KOBIECIE (update dla Ani).

•October 28, 2009 • 6 Comments

“Pewna legenda opowiada o ptaku, który śpiewa jedynie raz w życiu, piękniej niż jakiekolwiek stworzenie na ziemi. Z chwilą, gdy opuści rodzinne gniazdo zaczyna szukać ciernistego krzewu i nie spocznie póki go nie znajdzie.
A wtedy wyśpiewując pośród okrutnych gałęzi nadziewa się na najdłuższy i najostrzejszy cierń.
Umierając, wznosi się ponad swój ból, żeby prześcignąć w radosnym trelu słowika i skowronka.
Jedna…najpiękniejsza pieść…za cenę życia!
Cały świat wtedy zamiera, aby go wysłuchać, uśmiecha się nawet Bóg w niebie…
Bo to, co najlepsze, jest zawsze okupione ogromnym cierpieniem.”
“Ptaki Ciernistych Krzewów”
Continue reading ‘O IDEALNEJ KOBIECIE (update dla Ani).’

Cała prawda…

•October 18, 2009 • 4 Comments

Bywa i tak, że przeciwieństwem prawdy nie jest kłamstwo, tylko gówno.

Kliknij nizej, w Continue reading ‘Cała prawda…’ łosiu…

Continue reading ‘Cała prawda…’

Zmiany – są dobre.

•October 14, 2009 • Leave a Comment

Tak, to jest początek.
Nowego Tomaszka? Niezupełnie.
Stary Tomaszek nie był przecież taki zły, dlatego długość, forma tematyka tekstów, do których was tumoki przyzwyczaiłem, pozostaną bez zmian. Częstotliwość ich ukazywania na pewno się nie zwiększy, choć jak spojrzymy wstecz to… no wakacje były nie wymagajcie cudów.

Co zatem się zmieni? Wszystko.
Wiem, co muszę zrobić, aby ożywić to miejsce.
Przede wszystkim częściej aktualizować bloga. Nie ma potrzeby pisania długawych notek, po których sikaliście z przesytu mądrości. Mogę wrzucać krótsze – ale częściej.
Tematyka tego bloga będzie obracała się wokół kobiet i mężczyzn. Wokół Tomasza, i jego życia oczywiście też. Zapomnijcie o wszystkim, co dotychczas tu się działo. Teraz już możecie nawet napisać, co was najbardziej denerwowało, bo to nie ma najmniejszego znaczenia.
Wiem, dokąd zmierzam i czym to miejsce będzie. Ostatnio wszystkie moje plany wdrażam w życie (o tym jutro) I – cholera – wiem, że teraz będzie tu fajniej.
A jeśli patrzysz na nowy wygląd bloga i myślisz, że nie pasuje on do Tomasza, to znaczy, że – masz racje. Nie chce tego szablonu. Chce inny – fajniejszy:-).
Bo wiecie zmiany są… są dobre.

Powiedzcie teraz: wszystko będzie dobrze, Tomaszku :-)

I jeszcze jedno. Jak Ci się tu nie podoba to wypierdalaj stąd. Nie potrzebuje tu Ciebie, a każdy przecież jest do zastąpienia – zwłaszcza ty.

Leci z wami Tomaszek

•July 14, 2009 • 3 Comments

ODPRAWA

Przede wszystkim czuje sie w obowiazku ostrzec was przed jednym: nikomu nie zycze trafic na mnie i Karola podrozujacych liniami lotniczymi.
Nie zebysmy we dwojke stanowili jakies zagrozenie albo robili niesamowita rozpierduche…
Ostrzegano mnie, zeby przyjsc dwie godziny wczesniej. I przyszlismy dwie godziny wczesniej, ale byla kolejka. I to taka jak za komuny po jeansy.
- Karolku, nie ma rady, musimy przecierpiec.
- Chodz… – odparl, chwycil za mnie rekaw i pociagnal za soba.
Podeszlismy do tej strasznej tasmy, polozylismy wszystko co metalowe… i kurwa stalo sie…
- ma pan laptopa w pleckaku?
- no mam…
- prosze wszystko wyciagnac.
CHUJ BY TO! WEZ SIE TU PIERDOL ZE WYCIAGANIEM I PAKOWANIEM WSZYSTKIEGO GODZINE… Ale…

Odprawa przebiegla bardzo sprawnie mimowszystko. Przemycilismy wszystko co mozna bylo przemycic.
W sklepach wolnoclowych nic zesmy nie kupili, wypilismy po kawce, zrobilismy przeglad dup lecacych z nami. Nikogo nie namierzylem.
8 staruszek, 5 zon z mezami, 2 pary kolezanek.
Pierwsza para – dwie rude, piegowate laski ubrane w glany. Nou koments!
Druga para – jedna gruba, druga tez brzydka. Nou koments!
Zaczalem modlic sie, zeby chociaz pogoda byla i zarcie dobre…

Ostatni raz samolotem lecialem jakies … nigdy nie lecialem.

Wydawalo mi sie, ze sie nie boje latania. Przeciez wiem, ze rocznie po niebie lata dziesiatki (setki?) tysiecy samolotow, a spada zaledwie kilka. Predzej jebnelibysmy szostke w totolotka niz wsiedli do maszyny, ktora pierdutnie.

JA chcialem koniecznie miejsce przy oknie. Jednak karol dostal przy oknie, a ja kolo jakiegos skurwysyna. Wkurwial mnie caly lot - ze sie wierce, itp – a co mialem robic jak sie balem kurwa mac?  
Humor mi sie poprawil kiedy karol powiedzial:
- Ja pierdole… Siedzimy na jebanym skrzydle! A chcialem se popatrzec…

-  Ja sie chyba boje – przyznalem.
- Czego?
- Widziales pilota? Wchodzil po schodach i sie potnal o stopien. Pilot jest, kurwa, albo slepy albo pijany!

Podobno najwiecej wypadkow jest podczas startu…
Maszyna podniosla sie w gore, ja odetchnalem z ulga, az tu nagle…zaczela sie szybko obnizac.
- Spadamy ! – az krzyknalem i kilka sekund pozniej po calym pokladzie rozniosl sie smrod… gowna.
Przysiegam z reka na sercu, nie moje gowno to bylo! Karola tez nie, bo ten wydawal z siebie okrzyki jakby ujezdzal siakiegos byka na rodeo. Zlapala go glupawka, prawdopodobnie tak odreagowywal stres, a gdy on odreagowuje, zaczyna sie zachowywac jak krol swiata.

Rozpial pas i podniosl sie lekko z fotela.
- Czy moge prosic o uwage – zwrocil sie do wciaz wystraszonych pasazerow. – Prosze sie o nic nie martwic, nie spadamy, bo juz znowu sie wzbijamy. Niestety ktos sie spierdzial, zapewne do konca zycia tylko jedna osoba w tym samolocie nie bedzie sie zastanawiala, czy zrobil to sasiad obok.Bardzo prosze, aby ktos z przodu otworzyl okno. Dziekuje. Aha – pilot mowil po niemiecku ;)

Jedzenie w samolocie smakowalo jak gowno.
Wydawalo nam sie, ze jemy zmielonego kurczaka, ktory zostal im ze swiat Bozego Narodzenia. Kelnerka oznajmila, ze to bulka z szynka jest. Kelnerka mowila po niemiecku ;)
Lot byl koszmarny. Trzeslo jak cholera, co 15 minut kazano nam zapinac pasy. Balem sie. Naprawde sie balem. Obiecalem Bozi, ze jesli przezyje ten lot to pojde do kosciola, do spowiedzi, dam na msze, bede codziennie pisal notki. Wyladowalismy szczesliwie, a ja mam nadzieje, ze Bozia zna sie na zartach ;-)

Na miejscu okazalo sie, ze z tych wszystkich idiotow, ktorzy z nami lecieli, nikt nie zmierzal do Madrytu. Bylismy w Monachium. Czekal nas kolejny lot.
Karol podszedl do Pani w check-inie i chcial o cos zapytac. Zaczal od:
- Do You speak English?
W tym momencie nie chcialem sluchac dalszej czesci rozmowy…
Karol troche panikowal, ze sie spoznilismy na lot, ze nie ta bramka… ale jakos sie udalo… i dolecielismy do Madrytu.

Co bylo dalej – w nastepnej notce :) Ciao. Komciajcie ;*

Warszawa

•July 9, 2009 • 1 Comment

Wlasnie siedze w warszawie w zlotych tarasach, kolo burger kinga i KFC.Na przeciwko kolega Pawel, wydupca za 2 dni na 10 miesiecy do Austrii. Nie zna języka, kultury – niczego. Chce poznać świat.
Ja, pojutrze wydupcam do hiszpanii. Wlasnie sie dowiedzialem ze moja praca jako wolontariusz bedzie polegala na opiece nad dziecmi. To troche komplikuje sprawę ponieważ po angielsku z nimi nie pogadam. To będzie ciekawe doswiadczenie, sam jak palec (bo karol ma inna prace) w obcym państwie. Nowa kultura, miasto, wyzwania. Dostosowanie się do panujących obyczajów, pokonywanie problemów – które napewno mnie nie ominą.

Na szkoleniu poznałem wielu wspanialych ludzi. Zwlaszcza Wojtka, Dagnę i Nut. Ale o tym jutro jak wrócę do domu. Jedno jest pewne – nie żałuję ani jednej minuty nauki, i doświadczenia spędzonej tutaj. Żadnej. Nawet nie mam za kim tęsknić. I tak jestescie chujami – z wyjątkiem tej jednej osoby… no i Dzba chociaz jego nagie zdjecia i tak sa juz w necie.
Czuje… ze chce to robić… i cos w sobie zmieniam. Trzymajcie sie.

Stan zagrożenia.

•July 5, 2009 • 3 Comments

Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, za pięć dni będę martwy.

Zostało pięć dni do odlotu, a ja przestaję sobie ze wszystkim radzić. Pierwszy raz od dawna pomyślałem sobie, że przydała by mi sie siostra. Choćby po to, abym mógł ją bić w kryzysowych chwilach.

Jestem na 99% przekonany, że samolot, którym polecimy do Hiszpanii rozdupi się po drodze. Ja wiem, że samoloty są bezpieczne, ale przecież co jakiś czas spadają. Ostatnio nawet spadł. Założę się że chciał pierdyknąć w blok Dzioba, ale nie udalo sie. To mój spadnie na ten blok pewno. Poza tym nie jestem pewien, czy w ogóle wsiądę do samolotu. Na lotnisku podobno trzeba być dwie godziny wcześniej. Po jaką cholerę? Nie wiem. Wiem natomiast, że jeśli ktoś zostawi mnie i Karola na dwie godziny żebyśmy się nudzili, to coś wymyślimy. Na przyklad sie pobijemy, i tyle bedzie z wylotu.

A propos wylotu.
Z tego całego stresu, nie mam głowy do niczego, więc na wszelki wypadek sporządziłem sobie notatki. Co zabrać w podróż?

* pięć paczek prezerwatyw (zrobie sobie motylki i koło do pływania z nich)
* 10 sztang fajek (wiem nie pale, ale stres zrobi swoje)
* po dwie pary majtek i skarpetek na zmianę
* tasak na czarnuchów
* scyzoryk
* wazelinka
* otwieracz
* korkociąg
* samoopalacz

W związku z tym mam kolejnego stresa. Czy jest jakiś problem na lotniskach z wywożeniem fajek? Czy będą otwierali mi torbe i wypieprzali wszystko sprawdzając czy nie wiezie prochów?

Na całe szczęście kasę mam. Dzięki pomocy proboszcza, i księży z pobliskich parafii udało mi się uzbierać ponad 30 tys. złotych. Powinno starczyć na drobne wydatki, a jak coś zostanie to kupię sobie rower.

W ogóle, jestem na 99% pewien, że nawet jeśli jakimś cudem dolecimy, to i tak wdepniemy w jakieś gówno. Karol powiedział mi dziś, że nie wrócimy do Polski jeśli nie zaliczy murzynki, ja nie okradne pierwszego lepszego hiszpana, i nie rozpierdolimy jakiegoś zabytku. Czuję w moczu, że szybko przekonamy się jak wyglądają tamtejsze więzienia. Mnie by to się nawet podobało, z pewnością napisałbym kilka ciekawych notek jak choćby “Jak ładowano mnie ,,,”. Nieważne.

Dlatego pozwólcie, że na wszelki wypadek pożegnam się z wami. Jeszcze wrzucę ze dwie notki jutro lub pojutrze, bo mam zaległe i następne będą albo z Hiszpanii albo nigdy. Szkoda, że nie mam możliwości ucałowania was, wyściskania i wydupczenia, stąd pozostanę tylko przy kilku słowach podziękowania za ten wspólnie spędzony czas.

Jeszcze nie wiem czy zginę w samolocie, czy podepta mnie lama albo inny słoń, być może utopię się w basenie, albo w pijackim amoku postanowię popełnić rutualne samobójstwo. Mam złe przeczucia.
Mówią, że należy żyć tak, aby po twojej śmierci zrobiło się innym smutno. I chyba mi się udało to życie. Wybaczcie drogie panie, że nie wszystkie przeleciałem, wybaczcie panowie, że nie z każdym się napiłem..
Bylebyście tylko od czasu do czasu pamiętali, że był sobie tak ktoś jak ja.

;)