Warszawa

Wlasnie siedze w warszawie w zlotych tarasach, kolo burger kinga i KFC.Na przeciwko kolega Pawel, wydupca za 2 dni na 10 miesiecy do Austrii. Nie zna języka, kultury – niczego. Chce poznać świat.
Ja, pojutrze wydupcam do hiszpanii. Wlasnie sie dowiedzialem ze moja praca jako wolontariusz bedzie polegala na opiece nad dziecmi. To troche komplikuje sprawę ponieważ po angielsku z nimi nie pogadam. To będzie ciekawe doswiadczenie, sam jak palec (bo karol ma inna prace) w obcym państwie. Nowa kultura, miasto, wyzwania. Dostosowanie się do panujących obyczajów, pokonywanie problemów – które napewno mnie nie ominą.

Na szkoleniu poznałem wielu wspanialych ludzi. Zwlaszcza Wojtka, Dagnę i Nut. Ale o tym jutro jak wrócę do domu. Jedno jest pewne – nie żałuję ani jednej minuty nauki, i doświadczenia spędzonej tutaj. Żadnej. Nawet nie mam za kim tęsknić. I tak jestescie chujami – z wyjątkiem tej jednej osoby… no i Dzba chociaz jego nagie zdjecia i tak sa juz w necie.
Czuje… ze chce to robić… i cos w sobie zmieniam. Trzymajcie sie.

Stan zagrożenia.

Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, za pięć dni będę martwy.

Zostało pięć dni do odlotu, a ja przestaję sobie ze wszystkim radzić. Pierwszy raz od dawna pomyślałem sobie, że przydała by mi sie siostra. Choćby po to, abym mógł ją bić w kryzysowych chwilach.

Jestem na 99% przekonany, że samolot, którym polecimy do Hiszpanii rozdupi się po drodze. Ja wiem, że samoloty są bezpieczne, ale przecież co jakiś czas spadają. Ostatnio nawet spadł. Założę się że chciał pierdyknąć w blok Dzioba, ale nie udalo sie. To mój spadnie na ten blok pewno. Poza tym nie jestem pewien, czy w ogóle wsiądę do samolotu. Na lotnisku podobno trzeba być dwie godziny wcześniej. Po jaką cholerę? Nie wiem. Wiem natomiast, że jeśli ktoś zostawi mnie i Karola na dwie godziny żebyśmy się nudzili, to coś wymyślimy. Na przyklad sie pobijemy, i tyle bedzie z wylotu.

A propos wylotu.
Z tego całego stresu, nie mam głowy do niczego, więc na wszelki wypadek sporządziłem sobie notatki. Co zabrać w podróż?

* pięć paczek prezerwatyw (zrobie sobie motylki i koło do pływania z nich)
* 10 sztang fajek (wiem nie pale, ale stres zrobi swoje)
* po dwie pary majtek i skarpetek na zmianę
* tasak na czarnuchów
* scyzoryk
* wazelinka
* otwieracz
* korkociąg
* samoopalacz

W związku z tym mam kolejnego stresa. Czy jest jakiś problem na lotniskach z wywożeniem fajek? Czy będą otwierali mi torbe i wypieprzali wszystko sprawdzając czy nie wiezie prochów?

Na całe szczęście kasę mam. Dzięki pomocy proboszcza, i księży z pobliskich parafii udało mi się uzbierać ponad 30 tys. złotych. Powinno starczyć na drobne wydatki, a jak coś zostanie to kupię sobie rower.

W ogóle, jestem na 99% pewien, że nawet jeśli jakimś cudem dolecimy, to i tak wdepniemy w jakieś gówno. Karol powiedział mi dziś, że nie wrócimy do Polski jeśli nie zaliczy murzynki, ja nie okradne pierwszego lepszego hiszpana, i nie rozpierdolimy jakiegoś zabytku. Czuję w moczu, że szybko przekonamy się jak wyglądają tamtejsze więzienia. Mnie by to się nawet podobało, z pewnością napisałbym kilka ciekawych notek jak choćby “Jak ładowano mnie ,,,”. Nieważne.

Dlatego pozwólcie, że na wszelki wypadek pożegnam się z wami. Jeszcze wrzucę ze dwie notki jutro lub pojutrze, bo mam zaległe i następne będą albo z Hiszpanii albo nigdy. Szkoda, że nie mam możliwości ucałowania was, wyściskania i wydupczenia, stąd pozostanę tylko przy kilku słowach podziękowania za ten wspólnie spędzony czas.

Jeszcze nie wiem czy zginę w samolocie, czy podepta mnie lama albo inny słoń, być może utopię się w basenie, albo w pijackim amoku postanowię popełnić rutualne samobójstwo. Mam złe przeczucia.
Mówią, że należy żyć tak, aby po twojej śmierci zrobiło się innym smutno. I chyba mi się udało to życie. Wybaczcie drogie panie, że nie wszystkie przeleciałem, wybaczcie panowie, że nie z każdym się napiłem..
Bylebyście tylko od czasu do czasu pamiętali, że był sobie tak ktoś jak ja.

;)

Kiedy powiem sobie dość

Zauwazylem ze w przeciagu paru miesiecy, z wiecznie usmiechnietego i optymistycznego Tomasza, któremu co sekunde wpadały do glowy pomysly typu: co tu dzis glupiego zrobic i nie robiac sobie przy tym krzywdy (co oczywiscie nie zawsze sie udawalo), zmienilem sie w zgoszkniałego, marudzącego, kryjącego wszystko co go wkurwia, ugabuga starego chuja.

Dlaczego tak jest? Pewnie dlatego, ze nie mam okazji robic cos, co sprawialo by mi chociaz najmniejszą radość.

Dlatego kurwa czas to zmienic.

Zapamietajcie glupie lebki, bo na przyszlosc nie bedzie zalowac. Wiem, ze wasze glowki są pelne pomyslow, ktorych nigdy nie realizujecie. Dlaczego? Odpowiedz jest prosta.

Bo jestescie pojebani.

Za pare lat bedzie marudzić, stekać, i wracac do tego, co sie nidgy nie wydażyło. Nigdy nie przestaniecie tęsknic za tym, czego nie mieliście odwagi powiedzieć, lub czego nie mieliście okazji zrobić.
Ta tęsknota nie zawsze dotyczy naszych pratnerow. Ona potrafi być równie bolesna, gdy widzimy tych, którzy nigdy nie poznali naszych uczuć, do których nie mieliście odwagi podejść na przerwie, obozie, kolonii, do tych, z którymi spędzaliście cudowne wakacyjne chwile, ale nie było w nas zbyt wiele odwagi, by nazwać po imieniu to co przecież już miało imię. Zabrakło jednego słowa, jednego gestu, czynu, jednego spojrzenia -czegokolwiek.

Wiem, ze wielu z was zna takie osoby, do których chcielibyście zagadac,i opowiedzieć im o życiu, którego nigdy nie mieliście.
Wspomnieć chwile, których nie przeżyliście. Pośmiać się z tego, co dawniej mogło was śmieszyć. Przymknąć oko na to, co mogło was dzielić.
Chcielibyście powiedzieć:
- Pamiętasz? Byliśmy…
STOP!
Ale to się nigdy nie wydarzyło.
Tego życia nigdy nie było i pozostając wciąż głupimi, wolimy ukrywać je w milczeniu. Dobrze jest zapalić światło, ale wygodniej przeklinać ciemność. Rozumiecie?
Dlatego, dzialajcie, robcie coś, a noz, przypadkiem spotkacie tą jedną. Albo podejdzcie na przystanku autobusowym do tej, co sie do was smiesznie usmiecha. Wtedy mozliwe ze za pare lat nie bedziecie zalowac, ze nie podeszliscie…
Tylko budzac sie obok niej powiecie sobie: “co by bylo gdybym nie podszedł?;)”
Pozdro. Do roboty.;]

Matura

Pamietam siebie rok temu. Dzień przed J.Polskim kończyłem czytać streszczenia. Teraz mogę się przyznać, że przez całe liceum przeczytałem może… 2-3 lektury? Wystarczyło żeby zdać maturę. Polskim nigdy się nie przejmowałem – chciałem jedynie zdać. Wszyscy wiedzą, że jedyne na czym mi zależało to majca – i udało sie – 3ci wynik w szkole. Jak się okazało – strach miał tylko wielkie oczy. Pamiętam jak wszyscy mi powtarzali:

Nie zdasz – pojdziesz do łopaty.

Nie zdasz – nie dostaniesz się na studia.

Nie zdasz – będziesz klepać biede.

Nie zdasz – bedziesz pośmiewiskiem rodziny.

Nie zdasz – wykastrujemy Cie.

Mieli racje. Nie wyobrażał bym sobie co bym robił przez rok gdybym nie zdał matury. Teraz rozumiem ze maturzyści mają cholernego pietra. Ale po maturze zrozumieją, że serio strach miał wielkie oczy, a same egzaminy nie były wcale takie trudne.

Taka refleksja mnie naszła…

To, co zostaje po latach to wspomnienie ostatnich chwil z ludźmi, którzy tworzyli nasze życie przez ostatnie lata. Nawet w dobie internetu z wieloma już nigdy się nie zobaczyłem.
Każdy z nas składał mniej lub bardziej dosłownie jakieś obietnice, żył w wielkiej przyjaźni z ludźmi, których teraz ledwo rozpoznaje się na zdjęciach.

Dlatego tegorocznym maturzystom nie życzę zdanych egzaminów.
Zdacie je na pewno – nawet Pudysz zdał. Wiem, że tego bloga nie czytają idioci i na pewno(przynajmniej mam taką nadzieje) zgadzają się z tym co teraz piszę.

Wiem, że tą notkę przeczyta … może 4-6 maturzystów (nie ma co sie spodziewać setek tysiecy czytelników). Życzę maturzystom, by byli świadomi, że ważny okres waszego życia się kończy i nie łudźcie się, że ci, których dziś nazywacie przyjaciółmi, nimi pozostaną. Z przyjaciółmi jest jak z kobietami. Zazwyczaj na całe życie pozostają tylko na pamiątkowych zdjęciach.

jutro notka. Zostawcie komentarza.

Nasza klasa CD.

Tak sobie ostatnio myślałem przeglądając profile na nk, że cholernie ciężko jest być zauważonym w takim masywie uszytkofnikuff. Ale jest pare zasad, które pozwala nie czuć sie samotnym ani w towarzystwie, ani w tym masywie ludzi dodających co chwila nowe fotki.

Jedziemy, uczcie sie, abyscie nie popelniali bledow innych, uczcie sie byc tacy jak inni, uczcie sie byc na topie:

1. Przede wszystkim musicie mieć konto na naszej-klasie. Nie masz konta? Jesteś nikim.

2. Nieważne czy jesteś mężczyzną czy kobietą – załatw sobie drugą połówkę i szybko zróbcie dziecko, bo inaczej nikt w waszej galeii nie zostawi wam ani jednego komentarza.

3. Tuż po narodzeniu, jak tylko wyjdzie z tyłka, trzeba jego fotkę rzucić do galerii.

( I tu instrukcja dla odwiedzających. Widząc bobasa piszecie:

- jakie śliczne maleństwo

- oczka ma po mamie

- cudooooo!!!!!!

- a czyje to, czyje?:););););)

Nieważne, że ten śliczny bobas wygląda jak ten potwór z “Obcego” i patrzenie na niego dłużej niż przez 2 minuty kończy się tym, czym słuchanie Krawczyka. Wymiotami.)

4. Jeśli nie masz dziecka, a jesteś kobietą – wrzucasz swoje fotki. Nic się nie martw, choćbyś miała twarz Krystyny Feldman albo przybyło ci 100 kilogramów, ryzykujesz tylko komentarzem “ty się nic nie zmieniłaś!”. Tam prawdy prosto w oczy nikt ci nie powie.

5. Jeśli naprawdę sporo przytyłaś, ścięłaś się na “chłopaka” albo zwyczajnie jesteś brzydka, wrzucasz fotki sprzed 10 lat albo czarno-białe. Najlepiej mocno prześwietlone (ew Photoshop’ed – ale pewnie nie umiecie retuszować więc dajcie sobie spokuj).

6. Jeśli jesteś mężczyzną, a nie masz żony, lecisz po standardzie – fota z piwskiem, fota przy samochodzie, fota z fajna laską. Powyższe rekwizyty nie muszą być twoje. Niech tylko na takie wyglądają. Wystarczy dotknąć.

7. Jeśli masz żonę/męża, a nie macie dziecka, koniecznie wrzucacie fotki ze ślubu. Dodajesz podpis “ona jest całym momi światem” albo po prostu “kocham cię, skarbeczq”. W większości przypadków uroda waszych drugich połówek jest powodem do wstydu, ale i tym się nie przejmujcie. Każdy wam napisze, jaka to śliczna z was para, jak bardzo do siebie pasujecie i w ogóle to gdzie ty takiego przystojniaka znalazłaś.

8. Musisz mieć co najmniej stu pięćdziesięciu znajomych. Nie masz? Jesteś nikim, spierdalaj, nikt na Ciebie nie zwroci uwagi.

Niepisaną regułą wszystkich użytkowników portalu Nasza-Klasa jest opisywanie siebie jako najszczęśliwszych ludzi na ziemi. Pracujesz w Anglii na sraczach? Nieważne! Wal fotę pod Big Benem. Karierę robisz, a że masz pod górkę to nikogo nie powinno obchodzić.

Jeśli jesteś kurą domową, a życie osładzasz sobie lekami antydepresyjnymi, nie przejmuj się. Twoje koleżanki też nie mają lepiej, a niektóre mają przecież gorzej.

Jeśli jesteś sprzedawcą bezpośrednim, wal, że w marketingu robisz, wbij się koszulę, garnitur, strzel fotę i podpisz “w pracy”.

Nasza-Klasa jest cudownym miejscem, pięknych, wiecznie młodych i dozgonnie szczęśliwych ludzi.

Każdy jest tam piękny, nikt się nie zmienia, wszyscy się uwielbiają, spotykają, bzykają, cóż z tego, że już nie te ciała, nie ta sama radość życia i młodość, którą pamiętamy tylko ze zdjęć, na których sami siebie ledwo poznajemy.

Lubię to miejsce.

Uswiadamia mi jak to przejebane jest nie miec kasy. Uswiadamia mi ze jest jeszcze taki gatunek kobiet, od ktorych wskazane jest trzymac sie zdala. To takie ktore robią sobie zdjęcia, a na drugim planie jest obskurne mieszkanie z zaniedbanym dzieckiem na kanapie. To nic, że nie są już piękne, nic, ze są głupsze nawet od mojej szczoteczki do zębów.Trzeba się spieszyć je kochać, tak szybko się starzeją.

Fajna ta nasza-klasa, nie?

Zatrzymaj sie – kopiuj i wklej.

Kluczowe pytanie na dzis.

Dziś jest ten dzień, który skłania do refleksji, do tego aby przemyśleć swoje życie, zatrzymać się na chwilę… i pomyśleć o wielkim człowieku, którego rocznica śmierci wypada właśnie dziś – trudno o tym nie wiedzieć gdyż:

Read More…

Dawno to bylo. Wracałem z uczelni. Zimno było jak cholera i o niczym innym nie marzyłem jak dostac się do ciepłego domu i w koncu zjeść poządny obiad. W rece mialem jeszcze jakiegos taniego kebaba kupionego na miasteczku. Chyba nie był on pierwszej swierzości, bo srałem po nim chyba 3 dni, ale czegoż sie spodziewać mialem…
Zbliżając się do przystanku na czarnowiejskiej zobaczylem jakiegś czerwonego pajaca, z makulaturą na łapie. Koleś metro rozdawał, widac było ze mu te gezetki nie schodzą, bo od cholery ich mial jeszcze, a rece przybraly kolor lekko fioletowy z zimna. Pomyslalem sobie:
Kurwa mac, jak bardzo trzeba mieć nasrane we łbie, zeby stac za pare groszy i marznac… I to jeszcze rozdawac tak chujowa gazete…
Chuj wezme pare – pomyslalem – koles krocej bedzie stac.
-Daj pan pare tych gazetek… – powiedzialem
Jakiego kurwa mać zaliczyłem zonka gdy zobaczylem mojego starego ziomka z osiedla…

Nie widzialem go dobre pare lat. Pamietam jak kiedys wypilem z nim jedno z pierwszych piw na lawce. Ja po jednym fruwalem. On obalil wtedy 3 puszki i nadal dobrze sie trzymał (!). Pamietam jak kiedys towarzyszylem mu jak palil jointy. Mowil mi jak to kiedyś kariere zrobi, ze bedzie grać w jakims klubie. Tez mialem takie marzenia. Wierzylem kiedys w jego slowa, bo grał naprawde dobrze. Ogolnie byl spoko. Jak chodzilismy razem na boisko, to jak juz schodzilismy to on zostawal i grał. Sam. Dawał sobie 5 lat na dostanie sie do dobrego klubu.

Cześć Tomek! – wykrzyknal.
Smutno mi sie zrobilo jak chuj. Mało było w nim dawnego Piotrka. Wychudzony, nieogolony, rozczochrane wlosy, tanie spodnie. Zostało w nim to naiwne spojrzenie wiecznego dziecka, ktore kiedyś sobie wymarzylo, ze zrobi wielka kariere. Wydaje mi sie, że nie cieszy na moj widok. Było mu wstyd. Zapytał mnie co robie w tych okolicach.
- No wiesz… ja tu studiuje. Jak widzisz jakos sobie radze.  (Widzilaem ze nie bardzo skupia sie na tym co mowie. Gapil sie na moją rękę)
- Chcesz kebaba Piotrek?
- Nie wkurwiaj mnie Tomek… głodem nie przymeram. Co ty myślisz, że co…?
- Myśle, że jakbys nie przymierał glodem, to w takie zimno nie wyszedłbyś z domu w dziurawych cienkich adidasach i obdartych spodniach, i nie dorabial bys na tych gazetkach. Daj mi ich pare w koncu.
- Na zycie mi starcza jak widzisz. Nie lituj sie nade mna.
- Gdzie mieszkasz w ogole? Uczysz sie czegos czy cos?
- Tu i tam pomieszkuje. Daję rade, wyluzuj. Na nauke nie mam czasu…Trenuje czasem…
wkurwilem sie. przerwalem.
- Jak już dorosniesz i zrozumiesz, że kariery na kopaniu nie zrobisz, (chyba ze na kopaniu rowow.) to napisz do mnie.
- Nie mam telefonu, ale nawet gdyby to i tak już się pewnie nie zobaczymy. W Polskę jadę. Dorobie trochę, potem może Anglia. Trza mieć marzenia.
- Trza umieć je realizować?

- Kiedyś nadejdzie dzień, że przeczytasz o mnie w gazetach. Ja w to wierzę.
- Ja także w to wierzę. Rubryki z nekrologami pełne są ludzi, którzy całe życie gonili marzenia.

Rozeszlismy sie. Wsiadłem w 139.

Coś mi mówi, że już nigdy nie spotkam Piotrka. A szkoda, bo to barwna postac, jeszcze głupsza Pudysza

Pamiętam jak pare lat temu siedziałem z kumplami z osiedla na ławkach po pare godzin. Mowili, jak to, chcieli być pisarzami, poetami, muzykami, piłkarzami, milionerami, spawaczami, alfonsami…
Minelo juz sporo czasu. Znajomosci z osiedla sie rozpadly. Ale wiadomości do mnie docierają. Nie slysze aby ktorykolwiek zrobiłl kariere, albo robil cos realnego w tym kierunku. Co jakiś czas słyszę, że jeden siedzi w Niemczech, drugi w Anglii, trzeci w Irlandii. Kiedys popelnili blad, kiedys nie pojmowali, ze marzenia nie moga być sposobem na zycie, nie moga zamydlac nam rzeczywistosci i powinny isc rownolegle z rzeczywistoscią. Skonczyc podstawowke, skonczyc liceum, isc na studia, zdobyć prace. To wszystko mozna robic żyjac w zgodzie z nawet najbardziej nierealnymi marzeniami.
Kazdy z was zna takich Piotrusiow, i w wielu z was wciaz siedzi taki Piotrek…

Co pod pachami piszczy…

Jak pewnie wielu zauwazylo czy tez nie bo maja to w dupie… to sesja jest.
Co u mnie sie w tym czasie dzieje? W sumie ucze sie.
Na dzien dzisiejszy wygrywam z sesją AGHowską jakies 3:0. Z faktu ze nie ma szans zebym stracil juz 12 ECTSów => jestem na 2gim semestrze EiT.
Co do egzaminów… hehe okazuje sie ze fizyka wcale nie jest taka trudna jak się ją zrozumie.
Puki co nie mam na nic czasu;] ostatni egzamin w sobote:]
Tyle, uczcie sie bo skonczycie jak… wiecie kto. papa =*

Jak łatwo….

Dzis będzie temat na blogu ktorego jeszcze nie poruszałem. Przyjżyjcie się dokładnie:

Tak to juz jest jak jest sie zyciową dupą i nawet palcem do dupy sie trafic nie umie. Pokaze wam, szybko ladnie ukraść pomysł na logo. Bo o inspiracji nie ma tu mowy.

Pomysl:

Zamieniamy S na K. Już. A że dupy z nas, a nie graficy to i tak nie wychodzi nam to tak ładnie, jak oryginalne logo. Gradient za K jest tak nie wyraźny jak synek z reklamy rutinoscorbinu.

Pomysł 2.

Krój czcionki zrzynamy z popularnego serwisu i zamieniamy pogrubienie. Prawda że proste?

Pomysł 3.

Faviconki. Kółko -> Kwadrat.

Zatem do roboty! krasc podrabiac i zarabiac pieniadze!

Twoje życie jest do dupy.

Moje nie.

Read More…