Stan zagrożenia.
Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, za pięć dni będę martwy.
Zostało pięć dni do odlotu, a ja przestaję sobie ze wszystkim radzić. Pierwszy raz od dawna pomyślałem sobie, że przydała by mi sie siostra. Choćby po to, abym mógł ją bić w kryzysowych chwilach.
Jestem na 99% przekonany, że samolot, którym polecimy do Hiszpanii rozdupi się po drodze. Ja wiem, że samoloty są bezpieczne, ale przecież co jakiś czas spadają. Ostatnio nawet spadł. Założę się że chciał pierdyknąć w blok Dzioba, ale nie udalo sie. To mój spadnie na ten blok pewno. Poza tym nie jestem pewien, czy w ogóle wsiądę do samolotu. Na lotnisku podobno trzeba być dwie godziny wcześniej. Po jaką cholerę? Nie wiem. Wiem natomiast, że jeśli ktoś zostawi mnie i Karola na dwie godziny żebyśmy się nudzili, to coś wymyślimy. Na przyklad sie pobijemy, i tyle bedzie z wylotu.
A propos wylotu.
Z tego całego stresu, nie mam głowy do niczego, więc na wszelki wypadek sporządziłem sobie notatki. Co zabrać w podróż?
* pięć paczek prezerwatyw (zrobie sobie motylki i koło do pływania z nich)
* 10 sztang fajek (wiem nie pale, ale stres zrobi swoje)
* po dwie pary majtek i skarpetek na zmianę
* tasak na czarnuchów
* scyzoryk
* wazelinka
* otwieracz
* korkociąg
* samoopalacz
W związku z tym mam kolejnego stresa. Czy jest jakiś problem na lotniskach z wywożeniem fajek? Czy będą otwierali mi torbe i wypieprzali wszystko sprawdzając czy nie wiezie prochów?
Na całe szczęście kasę mam. Dzięki pomocy proboszcza, i księży z pobliskich parafii udało mi się uzbierać ponad 30 tys. złotych. Powinno starczyć na drobne wydatki, a jak coś zostanie to kupię sobie rower.
W ogóle, jestem na 99% pewien, że nawet jeśli jakimś cudem dolecimy, to i tak wdepniemy w jakieś gówno. Karol powiedział mi dziś, że nie wrócimy do Polski jeśli nie zaliczy murzynki, ja nie okradne pierwszego lepszego hiszpana, i nie rozpierdolimy jakiegoś zabytku. Czuję w moczu, że szybko przekonamy się jak wyglądają tamtejsze więzienia. Mnie by to się nawet podobało, z pewnością napisałbym kilka ciekawych notek jak choćby “Jak ładowano mnie ,,,”. Nieważne.
Dlatego pozwólcie, że na wszelki wypadek pożegnam się z wami. Jeszcze wrzucę ze dwie notki jutro lub pojutrze, bo mam zaległe i następne będą albo z Hiszpanii albo nigdy. Szkoda, że nie mam możliwości ucałowania was, wyściskania i wydupczenia, stąd pozostanę tylko przy kilku słowach podziękowania za ten wspólnie spędzony czas.
Jeszcze nie wiem czy zginę w samolocie, czy podepta mnie lama albo inny słoń, być może utopię się w basenie, albo w pijackim amoku postanowię popełnić rutualne samobójstwo. Mam złe przeczucia.
Mówią, że należy żyć tak, aby po twojej śmierci zrobiło się innym smutno. I chyba mi się udało to życie. Wybaczcie drogie panie, że nie wszystkie przeleciałem, wybaczcie panowie, że nie z każdym się napiłem..
Bylebyście tylko od czasu do czasu pamiętali, że był sobie tak ktoś jak ja.

ale… pierdolisz… XD
dziob said this on July 5, 2009 at 10:25 pm
Zagwarantujesz mi ze dolece na miejsce?XD a moze przelecisz sie za mnie?:D
Pierdolisz;D
qrczaq said this on July 5, 2009 at 10:26 pm
Poproście o Boeinga, ostatnio sie tylko Airbusy rozpieprzają xD I nie bój sie, jak coś to stewardessa Cie wyrzusci z płonącego samolotu i przeżyjesz… przynajmniejte 30 sekund w trakcie których będziesz spadał xD A tak btw to z Twojego wyobrażenia Hiszpanii to sie wyłania jakaś mieszanka Iraku, Nigru, Nikaragui i Nowej Huty… spokojnie, nie będzie aż tak źle xDDD
Gumior said this on July 6, 2009 at 11:34 am