Nie to nie jest tak, że o was zapomniałem. Ostatnio nie mam czasu, aby cokolwiek naskrobać… Dlatego dziś wrzucę coś lekkiego.
Przechodziłem niedawno obok jedynego na moim osiedlu placu zabaw, na którym będąc małym Tomaszkiem uczyłem się najpierw stawiać babki z piaski, później wisieć na trzepaku utrzymując się na nim jedynie splątanymi wokół barierki nogami aż w końcu – będąc dorosłym człowiekiem, czyli mając jakieś 9 lat – biłem rekordy skoków na odległość z huśtawki.
Kiedyś, kiedy ja byłem największym mafiosem na osiedlu, miałem w garści łebki podemną – na placu zabaw, na którym niegdyś wieczorami było tłumnie, dziś spotkałem tylko dwie małe dziewczynki.
Czy bawiły się w piaskownicy? Skakały prze gumę? Popisywały jak się zjeżdża tyłem ze zjeżdżalni albo na huśtawce bują ją “do odbitki”?
Nie.
Dwie dziewczynki siedziały sobie na ławeczce i bawiły komórką.
Tak sobie myślę, że gdyby zaorać place zabaw i postawić na nicih hot spoty – dzieci byłyby szczęśliwsze, tak jak my byliśmy kiedyś szczęśliwi, gdy odmalowywano nam barierki, na których siadaliśmy i godzinami rozprawialiśmy o tym, kto ma lepsze resoraki, piłkę, i o której będziemy grać jutro. Apropo gier,
Na chowanego i podchody zawsze byłem gotów. Jakoś tak udawało mi się zawsze dobrze ukryć (czasami po prostu biegłem do domu na obiad), że znalezienie mnie graniczyło z cudem.
Właśnie! Dwie dziewczynki wychodzące na podwórko by pobawić się telefonem przypomniały mi o piątkowej sytuacji. Jakoś tak po 22 dotarłem na dworzec, miałem kogoś odebrać i się zmyć. Jakoś tak wyszło, że pociąg się spóźnił, a tramwaj którym miałem wrocić do domu nie poczekał na Tomaszka i sobie odjechał.
Wszedłem najpierw do “baru” (:) ) i nim podszedłem do lady, zaczepił mnie jegomość
- KIerrrowniku….
- Spieprzaj.
- Ja nie chcę pieniędzy…
- Ja też nie. Odchodzisz.
- Ale…
- Ej! Odchodzisz. Teraz.
- Ale… ma pan może jakieś jedzenie?
- Czy ja wyglądam jakbym nosił ze sobą tobołek z żarciem?
- A pindziesiont zgroszy chociaż…
W tym momecie zaczęły schodzić się inne karaluchy. Zamówiłem kolę standardowo za 4.99 i wyszedłem.
Dotarłem do poczekalni i zrozumiałem, dlaczego nigdy w życiu nie siadam w poczekalniach dworcowych. Brud, smród, gówno. Jak można w ogóle czekać na pociąg, na kogoś w poczekalni? To jest takie tanie polaczkowanie. Tani polaczek woli siedzieć w chlewie obok zapijaczonych karaluchów niż wydać nędzne 5 zł na kawę w barze bistro albo nieco więcej na dobrą kawę na mieście.
I siedzą…. Nic nie robią, bo przeciętny Polak nie czyta książęk, nie ma swojego laptopa, nie rozumie gazeta, a telefon służy mu wyłącznie do dzwonienia.
Patrząc na dziewczynki na placu zabaw, pomyślałem sobie, że może to smutny widok – wolą telefon niż zjeżdżalnię, ale jakże optymistyczny – one są już z pokolenia, które nie siedzi w poczekalniach dworcowych z miną człowieka skazanego na niebyt. Chociaż… wolę, żeby moje dziecko miało rozjebane kolana, niż rozładowaną baterię.
Chaotyczny ten drobny zapisek mi wyszedł
magda
July 21, 2010 at 1:15 am
I czemuż Tomaszku zamilkłeś tak ostatnimi czasy ?
grabaż
July 23, 2010 at 10:33 am
Proponuję uczcić to dłuższą minutą ciszy. Grobowej jak cisza na blogu. I niechaj tak zostanie na wieki wieków. Amen
Tomaszek
August 10, 2010 at 8:30 pm
@up jeb sie
wakacjuję się
@ up up
Bo mi sie nie chce pisać nic